Do raju bez karawanu

Autor: gofia

Komu w droge temu rower

Innym wystarcza ambulans i karawan, my potrzebowałyśmy samolotu, roweru, taxi, pociągu i promu, by dostać się do raju… Pierwszy nocleg na Lofotach spędziłyśmy w Å– miejscowości położonej na samym końcu wyspy Moskenesoy. Była to pierwsza noc bez zmroku w moim życiu. Sterczące z oceanu nawet do 1000 m.n.p.m. skały, kameralne, piaszczyste plaże, małe rybackie wioski ze skromnymi ale bardzo zadbanymi domkami, niesiony przez wiatr zapach ostatnich suszonych dorszy, ktorych jeszcze nikt nie zebral, pomimo kończącego się sezonu. Wszystko to przy donośnym akompaniamencie mew. Chciałyśmy tu spędzić kilka spokojnych dni bez patrzenia na zegarki, bez liczenia przejechanych kilometrów. Pokonywać dziennie niewielkie odległości, łowić ryby, robić zdjęcia, docierać do najbardziej wyludnionych miejsc by delektować się przyrodą. Ciekawość nie pozwala jednak siedzieć dłużej w jednym miejscu. …Co nas czeka za zakrętem?…. Po kilku dniach i kilku bajkowych mostach niemal niepostrzeżenie opuściłyśmy Lofoty, by zdobywać kolejny archipelag -Vesterllen. Uroczy skrawek Ziemi. Pogoda wprawdzie przestała nas rozpieszczać ale mimo to dało się zza mgieł i miedzy kroplami deszczu dostrzec surowszy niż na Lofotach krajobraz. Łagodniejsze zbocza, lasy, mniej ludzi, a przede wszystkim bardzo mało turystów. Sama jeszcze przed wyjazdem do Norwegii dużo słyszałam o Lofotach ale o istnieniu Vesterllen nie miałam pojęcia. Choć są tu też miejsca znane turystom z wielu krajów Europy jak np. Stø przyciągające rzesze na Whale- Safari. My też skusiłyśmy się na tę żywą (i nie tanią) lekcję zoologii. Początkowo przeraziła nas liczba pasażerów (przeszło 70) ale kuter był duży, więc nie dało się odczuć tej ilosci turystow. Pogodę mialyśmy piękną. Na początku podpłynęlyśmy pod Andę- małą wysepkę z latarnią widoczną z lądu. Mieszkają na niej maskonury, orły morskie, kormorany, foki i pewnie coś jeszcze. Była to, trzeba przyznać, atrakcja ale jak na tyle ptactwa dano nam za mało czasu by je podziwiać. A szkoda. Po wyspie cala naprzód na pełne morze. Stałyśmy z Adą na dziobie, który odważnie zderzał się z falami i bujał nami to w górę, to w dół. Żyć nie umierać!! Dziewczyna z załogi z werwą opowiadała o tych najwiekszych ssakach morskich, o ich zwyczajach i po czym rozpoznać poszczególne gatunki. Sam moment wypatrywania wielorybów i łapczywego rzucania się na nie z obiektywami trochę mnie zniechęcił do całej tej wyprawy, ale szybko dałam się udobruchać pyszną zupą rybną, która serwowali w drodze powrotnej pod pokładem. Wieczorem niemiłosiernie zmęczone (chyba wiatrem, słońcem i falami) dobiłyśmy do portu w Stø. Był piękny zachód słońca i zaraz po nim wschód. Kiedy skończyło się jedno a zaczęło drugie, nie miałyśmy pojęcia. Ważne, że dane nam było się tym delektować.

Norweski Feniks

Adzie dokuczało kolano i potrzebowała przerwę w pedałowaniu a ja miałam ochotę wreszcie wypróbować wędkę. Tak więc sprezentowałyśmy sobie jeszcze jeden luźniejszy dzień w Stø. Ona miała czas na spokojne fotografowanie a ja wybrałam się do Nyksund. Ktoś polecił tę osadę jako dobre miejsce na ryby. Dodatkowo korciło mnie by tam zawitać, po tym co przeczytałam w przewodniku. Niegdyś prężny porcik rybacki w Nyksund po wojnie nie spełniał już standardów, ponadto dojazd do osady, zwłaszcza zimą, był prawie niemożliwy. W 1972 roku wszyscy mieszkańcy zostali przesiedleni do pobliskiej miejscowości Myre a Nyksund skazano na zapomnienie. Jedynie miejscowy kowal uparł się, by zostać w wiosce aż do śmierci. Nim to nastąpiło, odkrył go tam pewien niemiecki turysta, ktory zaintrygowany miejscem i jego historią postanowił przywrócić porcik do życia. Zaangażowali się w to również inni jego rodacy. Zaczęto budować restauracje, hotele, sklepiki z pamiątkami. Powstała galeria z ozdobami i biżuterią ze szkła. Niestety pochłonięta nauką spinningu (której udzielał mi właśnie niemiecki kucharz pracujący tam w sezonie) przegapiłam godziny jej otwarcia. Ale za to miałam okazję posłuchać opowieści o tym zakątku. Obecnie mieszka tam na stale 16 mieszkańców. Część domów stoi już odremontowana i właściciele przyjeżdżają spędzać w nich urlopy. Po niektórych budynkach zostały tylko szkielety. W porcie od lat nieużywane jachty i zapach drewna- widać jakiś stolarz wyczuł dobry rynek.

Czy coś nas jeszcze zachwyci?

Opuszczając Lofoty i Vesterllen zastanawiałyśmy się, co Norwegia ma nam jeszcze do zaoferowania. Czy dalsza trasa nie będzie dla nas aby zbyt monotonna? Czy coś nas jeszcze zachwyci? No i jak damy sobie radę z tunelami? W Norwegii, jak w każdym szanującym się górzystym kraju, aż roi się od tunelów. Najgorsze minęłyśmy płynąc promem ze Skutvik do Bodø, potem miałyśmy do czynienia już tylko z tymi na trasie r-17 znanej jako szlak wybrzeża. Wszystkie z nich były jednak przystosowane do jazdy rowerem tzn. albo były krótkie albo miały wentylacje i oświetlenie. Mimo to, przejeżdżanie przez nie, nie należało raczej do przyjemności. Momentami najpiękniejszym widokiem zdawało się być światełko w tunelu. Na szczęście ten moment nie trwał nigdy dłużej niż 3000m… potem przed oczami znów stawały fiordy, wrzosowiska, rybackie osady, kutry z sieciami, stare ryty naskalne (7000 p.n.e), ogromne wiry wodne w Straumen i dostojne łosie…. Niespodzianka za niespodzianką.

Krowa ma długi, ale nie dłuższy.

Jadąc szlakiem wybrzeża warto przeprawić się łodzią z Holand przez Holandsfjorden, by dotrzeć do Engenbreen- najpopularniejszego jęzora lodowca Svartisen. Popłynęłyśmy ostatnim kursem. Po drugiej stronie fiordu od czoła lodowca dzieliła nas już tylko 3-kilometrowa ścieżka prowadząca w większości brzegiem jeziorka, do którego spływały wody z lodowca. Rozbiłyśmy namiot nad brzegiem i patrząc, jak po drugiej stronie błękitami mienił się cel naszej kolejnej wycieczki, zjadłyśmy kolację. Noc była bardzo wietrzna ale zadziwiająco ciepła. Rankiem dojechałyśmy rowerami możliwie blisko lodowca, by stamtąd wyruszyć na całodzienne podziwianie tego tworu. Doszłyśmy pod samo czoło, które powaliło nas swą wielkością, kolorami i odgłosem topiącego się lodu. Dalej szlakiem górskim weszłyśmy na Helgelandsbukken (1454 m.n.p.m.), skąd miałyśmy piękny widok na lodowiec. Ogromne połacie bieli: Svartisen ma prawie 400km² powierzchni. Uczta dla oka. Zostaną mi z tego tylko zmodyfikowane czasem skrawki wspomnień :(  …. wzmacniane fotkami:)

Ludzie

O Norwegach słyszałam, że są zimni, sztywni, oficjalni a na kawę do przyjaciela należy zapowiadać się telefonicznie. Znajomi którzy przejeżdżali Norwegie na stopa byli nimi natomiast zachwyceni. Nic dziwnego- mieli do czynienia z tymi przyjaznymi turystom, którzy sami spędzali w młodości wakacje stojąc z plecakiem na poboczu i machając kciukiem, którzy znali potrzeby turysty i wychodzili im chętnie naprzeciw. My jako rowerzystki również byłyśmy narażone na kontakt głownie z tą częścią populacji. W kim wzbudzałyśmy sympatię lub zainteresowanie chętnie nas zagadywał, powodując tym samym, że o Norwegach możemy mówić w samych superlatywach. Często spotykalyśmy się z bezinteresowną życzliwością i dopingującym uznaniem ze strony miejscowych. Zdarzyło nam się, że w ulewny dzień zgarnięto nas z drogi na domowy obiad, gorącą kawę i prysznic. Innym razem ktoś zaproponował zwiedzanie swojej starej farmy, co zakończyło się również pogaduszką w kuchni przy ciasteczku. Pewnego wieczoru, po tym jak spytałyśmy kogoś czy możemy się przenocować na jego trawniku nad jeziorem, ten nie tylko pozwolił nam rozbić namiot, ale też pokazał, gdzie stoi łódź, z której możemy skorzystać, co zaowocowało nocnym wiosłowaniem. Pewnego słonecznego ranka  ktoś wziął nas na przejażdżkę motorówką po fiordzie. Czy istnieją Ci zimni, sztywni, oficjalni Norwegowie? Pewnie tak, ale my ich nie spotkałyśmy.

Czy Norwegia jest droga?

Planując ten urlop miałam obawy, że okaże się on finansowo zbyt dużym wyzwaniem. Decyzja została jednak podjęta, gdy znalazłyśmy w Internecie możliwość taniego przelotu Warszawa-Oslo-Warszawa. Idąc za ciosem zarezerwowałyśmy od razu pociąg z Oslo do Bodø i na powrót z Trondheim do Oslo. Norweskie pociągi są drogie i to nie tylko z punktu widzenia polskiego turysty. Kupując bilet z wyprzedzeniem można jednak dużo zaoszczędzić, gdyż koleje mają na ogół ograniczoną ilość tanich biletów na określony pociąg. I tak na przykład za przejazd Oslo-Bodø płaciłyśmy 299 koron norweskich (ok. 150PLN), podczas gdy w dzień wyjazdu (przeszło miesiąc później) kosztował on już 4 razy tyle. Niestety promocja nie obejmowała rezerwacji na rowery, co skutkowało ich paradoksalnie wysoką ceną. Przewóz roweru samolotem był natomiast droższy od biletu dla dorosłego pasażera. I tak mając załatwiony transport i wiedząc, że w Norwegii można rozbijać namiot na dziko, zdawałyśmy się mieć największe wydatki za sobą. Zastraszone skandynawskimi cenami wzięłyśmy z Polski dużo jedzenia. Niepotrzebnie: w tamtejszych marketach można kupić wiele produktów po cenach porównywalnych z polskimi, a zapas jedzenia z Polski to przecież kilogramy, które trzeba było dźwigać na bagażniku. Znacznym obciążeniem finansowym były promy, musiałyśmy też co jakiś czas kupić butlę gazu (tego nie wolno było przewozić samolotem). Jak to zwykle w podroży bywa, pojawiły się tez te niespodziewane i nieuniknione wydatki jak taksówka, bez której nie zdążyłybyśmy na pociąg, Whale-Safari, ….piwo i pizza w barze (s)portowym :)……

Trasa:

Warszawa do Oslo-Torp: samolot

Oslo-Torp do Oslo: Rower+Taxi

Oslo - Bode: pociag

Bode - Moskenoya : Prom

Lofoty-Vesterllen-Narvik-Bode-Szlak Wybrzeża -Trondheim: rower-prom-rower-prom-rower…. (łącznie rowerem ponad 2000km)

Trondheim do Oslo-Torp : pociąg

Oslo-Torp do Warszawy: samolot

Ten wpis został stworzony dnia 2007-09-30, niedziela i umieszczony w kategorii Podróże internautów. Możesz śledzić odpowiedzi na ten wpis poprzez RSS RSS 2.0. Możesz przejść do końca i pozostawić komentarz. Pinging jest zablokowany.

2 votes, average: 4 out of 52 votes, average: 4 out of 52 votes, average: 4 out of 52 votes, average: 4 out of 52 votes, average: 4 out of 5 (2 głosów, średnia: 4 z 5)
Głosowanie dla zarejestrowanych.
Loading ... Loading ...

1 Komentarz do “Do raju bez karawanu”

  1. cyrus79 pisze:
    2007-10-09, wtorek o 0:00

    kof kof

Wpisz komentarz

Musisz być zalogowany, aby pozostawić komentarz.

Travelone.pl - Last Minute

Travelone.pl Bezdroża Surfcenter Lido Blu VOYAGE - MAGAZYN O PODRÓŻACH Pixelforge studio graficzne Hotel Santoni SkyEurope ReniSport Edgard Polskie Radio BIS Radio Lublin

O projekcie | Nota prawna | Współpraca   Copyright 2007 © Travelone.pl   Realizacja: Studio graficzne Pixelforge