2 tygodnie na Cejlonie!Autor: diabel752 tygodnie na Cejlonie! Marzec w Polsce…A jak głosi stare przysłowie – w marcu jak w garncu! 14 godzinny lot nie należy do przyjemności. Ale cóż…Dobra książka i serwowany na pokładzie „Jaś Wędrowniczek” skutecznie potrafią złagodzić trudy podróży. Po jednodniowej aklimatyzacji w stolicy Sri Lanki ruszamy w dalszą drogę. Nasz lankijski szlak wiedzie do miejscowość Pinnawela, w której mieści się sierociniec dla słoni. To niesamowite uczucie przechadzać się w wśród stada ogromnych kolosów, głaskać młode osobniki, które wyciągają do nas swoje małe trąby, licząc na banana lub na inny przysmak. W Pinnawela mamy także okazję uczestniczyć w kąpieli tych pięknych zwierząt. Stado wchodzi do rzeki, gdzie baraszkuje w wodzie niczym grupa dzieci wpuszczona do ogromnego brodzika. Uwiedzieni urokiem słoni ruszamy w dalszą drogę. Zatrzymujemy się w Dambulla. Zwiedzamy kompleks pięciu grot, w których podziwiamy ponad 2 000 metrów kwadratowych malowideł przedstawiających ok. 150 wizerunków Buddy. Historia świątyń sięga II lub I w. p.n.e., kiedy to król Valagama Bahu schronił się tu po wypędzeniu go z Anuradhapury przez wrogie armie. Cały kompleks znajduje się na Światowej Liście Dziedzictwa Kultury UNESCO. Pierwsze dni pobytu na Sri Lance wywołują u nas szok kulinarny. Kuchnia lankijska, choć smaczna i zdrowa słynie z ostrych przypraw, które potrafią rozpalić ogień w gardłach i żołądkach Europejczyków. Idąc za radą Lankijczyków, aby załagodzić skutki pikantnych potraw po każdym posiłku zjadamy kartonik jogurtu. Taki mleczny deser skutecznie łagodzi nasze podrażnione podniebienia. Po Dambulli przychodzi czas na odwiedzenie Sigiriya. Wjeżdżając do wioski widok zapiera nam dech w piersiach. Naszym oczom ukazuje się masywny monolit czerwonego kamienia wznoszący się 200 m. ponad zielone zarośla dżungli. Sigiriya jak głoszą legendy, była przed laty jednym z najpiękniejszych i najpotężniejszych królewskich miast świata. Ruiny miasta rozciągają się w poprzek szczytu Skały Lwa, na który postanawiamy się wspiąć. W drodze na szczyt oglądamy słynną galerię fresków półnagich kobiet - „niebiańskich dziewic”. Jeszcze tylko kilka fotek przed gigantycznymi łapami lwa zdobiącymi drogę na Lion Rock i ruszamy w dalszą drogę… Naszym kolejnym wyzwaniem staje się Polonnaruwa, w której zwiedzamy ruiny dawnej stolicy Syngalezów. Spacerując po okolicy podziwiamy pozostałości po pałacu królewskim oraz licznych świątyniach buddyjskich. Naszymi wiernymi towarzyszkami stają się stada małp, które śledzą niemal nasz każdy krok. Musimy być ostrożni. Te małe zwinne hultaje potrafią zabrać turyście plecak, aparat fotograficzny czy saszetkę z pieniędzmi i uciec w siną dal ze swoim łupem. Małpy na Sri Lance są prawdziwą plagą. W większości hoteli spotykamy tabliczki z prośbą o nie pozostawianie otwartych okien. Wystarczy chwila nieuwagi, aby małpi gang wpadł do pokoju demolując go w poszukiwaniu smakołyków. Czas nas goni. Ruszamy w dalszą drogę do Kandy - ostatniej stolicy władców lankijskich. Wizytę w Kandy rozpoczynamy od zwiedzania miasta. Wieczorem udajemy się do świątyni Dalada Maligawa, w której przechowywany jest ząb Buddy. W tym niesamowitym miejscu spotykamy setki buddystów palących wonne kadzidła i niosących w ofierze Oświeconemu kwiaty lotosu. Późnym wieczorem wracamy do hotelu. Po wypiciu kilku szklaneczek Araku – alkoholu produkowanego ze sfermentowanego zacieru ryżowego i trzciny cukrowej, zasypiamy jak małe dzieci…Rano czeka nas wyprawa w góry do miasta Nuwara Eliya. Po drodze mijamy ogromne obszary z plantacjami herbaty, na których ciężko pracują kobiety dźwigające ogromne wiklinowe kosze na plecach. Za zebranie kilkunastu pełnych koszy liści herbaty dziennie, robotnice nagradzane są niewielką sumą o wartości zaledwie kilku dolarów. Nuwara Eliya nazywana jest także małą Anglią. Dlaczego? Miasto zostało założone przez angielskiego odkrywcę Samuela Bakera, który stworzył tu cichą przystań dla brytyjczyków podczas ery kolonialnej. Do dziś w Nuwara Eliya funkcjonują ekskluzywne hotele pełne wyspiarzy, a także imponujące pola golfowe, gdzie angielscy, bogaci emeryci rozgrywają mecze i spędzają jesień swojego życia. Tygodniowy trekking po wyspie kończymy nad oceanem w miejscowości Beruwella. Spacerując po plaży spotykamy pozostałości po kataklizmie, jaki nawiedził przed paroma laty Sri Lankę. Monstrualne fale tsunami pochłonęły wtedy życie tysięcy mieszkańców wybrzeża. Ocean Indyjski do tej pory nie należy do najbezpieczniejszych. Spore fale i silny prąd przypominają, że nigdy niewolono lekceważyć potęgi żywiołu. Dowodem na to są zwłoki młodego mężczyzny, które ocean wyrzuca na plaże drugiego dnia naszego pobytu w Beruwelli. Nie zamierzam leniuchować przez tydzień na leżaku. Wykupuję pakiet nurkowań w centrum LSR Diving i ruszam na podbój głębin oceanu. Widok, jaki spotykam pod wodą zapiera dech w piersi. Ogromne ławice ryb, korale, gąbki…Bajka! Oprócz nurkowania i sielanki na piaszczystych plażach pobyt w Beruwelli upływa nam na zwiedzaniu okolicznych świątyń buddyjskich. W świątyniach witają nas gościnni mnisi, którzy opowiadają nam o życiu Lankijczyków, pokazują miejsca, w których medytują… Mimo skromnego życia, jakie wiodą są bardzo radośni i życzliwi. Cieszy ich fakt, że choć przez chwilę mogą być naszymi przewodnikami. Nigdy nie zapomnimy miłych roześmianych twarzy i spontanicznego ciepła, jakie biło z ich buddyjskich serc. I tak kończy się nasza Lankijska przygoda. Przywieźliśmy setki zdjęć, opaleniznę i wspomnienia, którymi się z Wami podzieliłem. Tekst: Piotr Wronek - Diabeł
Ten wpis został stworzony dnia 2007-09-15, sobota i umieszczony w kategorii Podróże internautów. Możesz śledzić odpowiedzi na ten wpis poprzez RSS RSS 2.0. Możesz przejść do końca i pozostawić komentarz. Pinging jest zablokowany. 1 Komentarz do “2 tygodnie na Cejlonie!”Wpisz komentarzMusisz być zalogowany, aby pozostawić komentarz. |
StronyKategorie tematyczne
|


(8 głosów, średnia: 4 z 5)

2007-10-02, wtorek o 13:13
Cudnie! Zazdroszczę wrażeń!