Alpy, Zurych - Wenecja 2007, Dzień 3

Autor: administrator

Szemka, teraz będzie opis dnia trzeciego.

Dnia trzeciego, zaraz po tym jak wstaliśmy i roztwarliśmy wrota garażu noclegowego dopadł nas klawy nastrój gdyż okazało się, że pomimo licznych chmur (wreszcie białych, a nie sinych-burzowych), w oczy spogląda nam słoneczko pełną gębą i temperatura jest piknie dodatnia na plusie. Szybciutko zagrzaliśmy makaron z warzywami i wurstami (kiełba po niemiecku to wurst) iśmy rozpoczęli pedałowanie w stronę przełęczy OBERALP, na którą podjazd zaczynał się za zakrętem.

Przełęcz OBERALP (2044m.n.p.m) nie stanowiła jakiegoś niezwykle wymagającego wyzwania. Na dobry dnia początek mieliśmy do pokonania około 600 metrów przewyższenia na odcinku 11tu kilometrów, także po półtorej godzinie byliśmy już na przełęczy (po drodze musieliśmy zmienić jeszcze dętkę w rowerze Doctorra El Commendante) i dziarsko pokrzepialiśmy się piweczkiem złocistym. Oczywiście za trud podjeżdżania na przełęcz czekała nas nagroda, czyli zjazd, na, którym po raz pierwszy na tym wyjeździe można było podgotować płyn w hamulcach oraz naćpać się strzałem adrenaliny w tętnice ( prędkość na zjeździe to wypadkowa pomiędzy 60-83 km/h na prostych odcinkach).

Z przełęczy zjechaliśmy do miasteczka Disentis-Muster (1130 m.n.p.m.) , w którym to postanowiliśmy spożyć obiad węglowodanowy, tak, aby mieć moc i energię na dmuchnięcie drugiej tego dnia przełęczy, jaką być miał LUKMANIER PASS (1920 m.n.p.m.).

I tak żeśmy właśnie zrobili, czyli zjedli obiadeczek, wysłali karteczki widokowe, odpoczęli z godzinkę po jedzonku i zaczęli pedałować pod góreczkę czem prędzej.

Przełęcz osiągnęliśmy po około 2óch godzinach z hakiem kręcenia. Na przełęczy znajduje się (tak jak na większości wysokich przełęczy) restauracyjka, także nie obyło się bez spożycia. Później jeszcze tylko zdjęcie przy pomniku jakiejś świętej oraz kościółku i już szybciutko srrruuu w dół ku noclegowemu miejscu.

Tego dnia noc mięliśmy spędzić w miejscowości Biasca we włoskiej części Szwajcarii. Zalogowaliśmy się u miłego starszego gościa w ogródku na trawniku i poszliśmy we wioskę przepłukać nerki.

W knajpeczce, gdy prowadziliśmy ożywioną rozmowę podeszła do nas miła Pani Barmanka i zapytała się czy my POLAKKO. Odpowiedzieliśmy, że POLAKKO. Ona bardzo ucieszona poinformowała nas werbalnie za pomocą łamanej angielszczyzny oraz obfitej gestykulacji, że w miasteczku mieszka niejaki Jurek, który też jest Polakiem i do tego prowadzi knajpę i że ona już do niego dzwoni. Myśmy rzecz jasna uradowali się na tę okoliczność, wyobrażając sobie jak to, za jaką godzinę na stół wjadą pieczone kurczaki, strumieniami spłynie na nas piwo i gorzoł, bo przecież wiadomo, ze Polak jak spotka Polaka na obczyźnie no to nie ma siły, przaśne dziać się muszą hece. Dogadaliśmy się z Jureczkiem, że zaraz do niego naganiamy. Niestety Jureczek, który w Szwajcarii mieszka od lat 30tu okazał się nie pamiętać już jak wygląda tradycyjna Polska gościnność, nie dość, że za wszystko musieliśmy zapłacić to jeszcze nam się żalił przez 3 godziny jak to mu jest źle w Szwajcarii i jak wysokie musi płacić podatki, hehe. Zamurowało go ostro jak Doctore El Commendante (który z zawodu jest chirurgiem-neurologiem) powiedział mu, że w szpitalu w Krakowie zarabia równowartość 500 franków szwajcarskich miesięcznie (kelnerka w knajpie zarabia tam około 3000 franków). Pożegnaliśmy Jureczka około godziny 24tej , ostro znużeni jego biadoleniem i poszliśmy spać w jego składziku. Należy oddać mu sprawiedliwość, na noc ofiarował nam oranżadę i wodę mineralną (łaskawca J ).

 

Tego dnia przejechaliśmy 99 kilometrów, pokonaliśmy dwie spore przełęcze i nadzialiśmy się na krajana, który zmarnował nam po trzy godziny życia.

2.jpg3.jpg4.jpg5.jpg6.jpg7.jpg8.jpg9.jpg15.jpg16.jpg17.jpg18.jpg19.jpg20.jpg21.jpg22.jpg23.jpg24.jpg25.jpg26.jpg27.jpg28.jpg29.jpg30.jpg31.jpg32.jpg

Ten wpis został stworzony dnia 2007-08-27, poniedziałek i umieszczony w kategorii Red Hot Chilli Biker'z. Możesz śledzić odpowiedzi na ten wpis poprzez RSS RSS 2.0. Możesz przejść do końca i pozostawić komentarz. Pinging jest zablokowany.

8 votes, average: 3.75 out of 58 votes, average: 3.75 out of 58 votes, average: 3.75 out of 58 votes, average: 3.75 out of 58 votes, average: 3.75 out of 5 (8 głosów, średnia: 3.75 z 5)
Głosowanie dla zarejestrowanych.
Loading ... Loading ...

1 Komentarz do “Alpy, Zurych - Wenecja 2007, Dzień 3”

  1. blondyneczka pisze:
    2007-08-28, wtorek o 11:11

    “Rower jest wielce OK,
    Rower to jest świat!!!”

    szacuneczek Panowie :))) i czekamy na c.d.

Wpisz komentarz

Musisz być zalogowany, aby pozostawić komentarz.

Travelone.pl - Last Minute

Travelone.pl Bezdroża Surfcenter Lido Blu VOYAGE - MAGAZYN O PODRÓŻACH Pixelforge studio graficzne Hotel Santoni SkyEurope ReniSport Edgard Polskie Radio BIS Radio Lublin

O projekcie | Nota prawna | Współpraca   Copyright 2007 © Travelone.pl   Realizacja: Studio graficzne Pixelforge